Pozytywnik: niespotykana uprzejmość, czyli jak zaskoczyć człowieka


Miało być o morzu, którego szum jeszcze siedzi w mojej głowie. Ale kilka wypadków z ostatnich dni sprawiło, że nabrałam ochoty na odkurzenie pozytywnika. O morzu więc jeszcze zdążę. A tymczasem...

Wiecie, co jest największą atrakcją parku miejskiego w LPA? Nie, nie fontanna. Nie zieleń, której stan pozostawia wiele do życzenia. Również nie żadne budynki. Otóż główną atrakcją parku są... Panowie. Panowie przesiadują w nim od rana do wieczora, świątek, piątek czy sobota. Pracuję tuż obok tego parku. Panowie siedzą już na ławkach jak otwieram sklep. Siedzą jeszcze, jak zamykam. Nikt nie wie, skąd mają pieniądze na to... siedzenie. Ale siedzą. Czy słońce, czy deszcz. W zimie jedynie ich nie ma. Ale wcale nie dlatego, że przeszkadzałaby im temperatura - co to to nie! Na zimę po prostu zabierane są ławki z parku, więc panowie tracą cenną miejscówkę. To nie jest park dla młodych, dla matek z dziećmi, dla ludzi, którzy przyjechali na zakupy do LPA i chcą chwilę odpocząć. To jest park dla Panów. Panowie czasami siedzą cicho. A czasami aż uszy więdną. Niekiedy dochodzi do rękoczynów. Nie raz widziałam, jak kąpali się w fontannie. Nieraz obchodziłam park naokoło, aby koło nich nie przechodzić. Bo to średnia przyjemność. Nie pomaga nic. Policja - raczej się nimi nie przejmuje. Raz na jakiś czas zabierze któregoś, ale to bardzo rzadko. A Panowie siedzą i pi.. siedzą dzień w dzień.
Siłą rzeczy - znam ich więc z widzenia. Czasami zdarzy się, że któremuś zechce się zapalić, a nie ma co, tak więc próbuje uderzać do mnie. Ale większość już wie, że nic z tego. Odwracam się, olewam, nie, do widzenia.
Ale pewnego dnia...
Jeden z Panów podszedł do mnie. Jego szczęście, że był w "dobrym" stanie. Szedł prosto, nie zataczał się, nie czuć było od niego charakterystycznego zapaszku. Podchodzi więc i mówi:
- Szefowo, jest problem.
Ahaaa....
Bo koledze chce się palić, a nie ma co, więc on za 2 złote chce kupić jednego papierosa. A on sam, ten który przyszedł, to nie pali wcale, ale kolega...
A musicie wiedzieć, że nienawidzę czegoś takiego, jak odsprzedawanie fajek. To głupie, bezsensowne i poniżające. Nie i koniec! Albo dam, albo nie. Ale nie sprzedam na pewno. Kiedyś, miałam z koleżanką taki system. On często przychodziła do mnie na papierosa. Tak więc, kupowała mi najpierw paczkę, a potem powoli sobie z niej odbierała Potem następna i tak dalej. Ale odsprzedawanie fajek na sztukę? Co to to nie.
A Pan? Cóż, miał po prostu szczęście. Miałam dobry humor. A on się nie zataczał. Westchnęłam więc ciężko i dałam mu tego nieszczęsnego papierosa. On podaje mi rzeczone dwa złote. A ja grzecznie mówię, że nie chcę. Że dziękuję. Pan zrobił wielkie oczy, zamrugał i wrócił do swoich.
Ale to nie był koniec. Bo jak już kończyłam pracę, pan przyszedł po raz drugi.
Wcisną mi czekoladę. To od kolegi. Za papierosa i... niespotykaną uprzejmość. Ale... Można jeszcze jednego?
:)))


Czekolad co prawda nie jadam, ale mimo wszystko... Jak tu się nie uśmiechnąć?

Ina

3 komentarze:

  1. bo tak na prawdę, na zewnątrz są czasami mili i rozbrajający...;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak, jak chcą to potrafią ;)

      Usuń
  2. Jak miło! Nawet na ławeczce w parku trafi się gentelmen i pan z tak zwaną klasą :) też bym sie usmiechnęła:) rozbroił ta czekoladą! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo ;)

Copyright © 2016 Świat według Iny , Blogger