Pomidorowa na zimno


Kiedy byłam małym, okropnie grymaszącym przy obiedzie dzieckiem, była to jedyna zupa, jaką tolerowałam. Kiedy byłam już dużym dzieckiem, mającym swoje dziecko, często gotowałam ją, kiedy nocowała u mnie jakaś koleżanka. Julek szedł spać, a my zabierałyśmy się za gotowanie pomidorowej z ryżem. Cóż, zazwyczaj dnia następnego okazywało się, że to jednak ryż z pomidorową, ale w końcu różnie to bywało..
A pomidorowa dawno już nie gościła w mojej kuchni. Głównie dlatego, że ta "typowa" gotowana jest wszak na rosole, a ja mięsku (ku rozpaczy moich rodziców) mówię stanowcze "nie". Dlatego trzeba było wymyślić coś innego. Tym bardziej, że w ciągu kilku ostatnich dni, pogoda wybitnie nie nastrajała do siedzenia w kuchni i gotowania. Dziś już jest co prawda chłodniej, ale gdy przyrządzałam zupkę, sama się gotowałam, potrzeba wiec było czegoś chłodnego i orzeźwiającego. Jakby tego było mało, ostatnio ciągnie nie w stronę "raw food". Tak więc wszystkie znaki na ziemi i niebie sprzyjały zrobieniu szybkiej, witariańskiej zupy pomidorowej.

Jak konkretnie?

Składniki:
3 średnie pomidory (pokrojone - można zdjąć skórkę, ale ja nie chciałam się z tym bawić)
2 suszone pomidory pokrojone w kostkę (opcjonalnie)
1 marchewka pokrojona w kostkę
4-5 listków bazylii
3- 4 łyżki oleju lnianego/oliwy
1/2 łyżeczki oregano
1 łyżka soku z cytryny
sól, pieprz, papryka - do smaku
ciut koperku, natki pietruszki
ewentualnie inne, ulubione przyprawy

Wszystko wrzucamy do miski, bierzemy blender i miksujemy, miksujemy, miksujemy, aż się zmiksuje. I już. Zupka gotowa.
Najlepiej smakuje "na świeżo", ale można ją trzymać przez kilka dni w lodówce. Zupkę przed podaniem można też trochę podgrzać, ale tylko delikatnie. Powinna być "surowa".
Można do niej spokojnie dodać trochę zsiadłego mleka czy kefiru. Ile? Na oko;)

Może ktoś się skusi :)


Ina

4 komentarze:

Dziękuję za każde pozostawione słowo ;)

Copyright © 2016 Świat według Iny , Blogger