Miłość jest ślepa, uderza jak piorun i wywraca życie do góry nogami



To była chwila. Ułamki sekund. Zobaczyłam zdjęcie w sieci. Miłość od pierwszego wejrzenia. Przyspieszone bicie serca... i te oczy! Ach, te oczy!
Długo nie czekałam. Chwila wahania oczywiście była.Wątpliwości. Pytania. Niepewność. Miłość jednak wzięła górę nad wszystkim. Drżącymi rękoma wystukałam wiadomość. Odpowiedź była niemalże natychmiastowa. Krótka wymiana informacji. I czerwone światło, które zapaliło się w mojej głowie. Że może jednak to nie dla mnie. Może ja się nie nadaję?
Ale nic na szybko. Trzeba czasu. Najpierw spotkanie organizacyjne, dopiero potem cała reszta. 
Wysprzątałam całe mieszkanie chcąc wypaść jak najlepiej. Spotkanie trwało kilka chwil Wyszło nieźle.
Ale najważniejsze w sobotę. 
I już nie mogę spać. I czekam. I zastanawiam się jak to będzie. I wzdycham do tego zdjęcia. Do tych oczu.
Znowu sprzątam dokładnie mieszkanie. A to dopiero środa. A to dopiero czwartek. Jezusssmaria, już piątek? To już jutro!
Umówieni na 15. Ale godzinę wcześniej dostaję telefon. Że będzie opóźnienie, może tak koło 16?
Samochód zajeżdża na moje podwórko koło 17.
A w nim...
Diabeł, którego właśnie wpuszczam do swojego domu. Diabeł imieniem Elza.



Imię wymyśliłam sama. Elza była 2-miesięczną znajdką, która trafiła na dobrą duszę. Zajęto się nią w sposób fachowy i równie profesjonalnie przygotowano do adopcji. Imienia tylko nie miała. Skoro więc miałam tę możliwość,  to chciałam wybrać coś, co będzie pasowało do moich księżniczek, a jednocześnie do "tygrysiego" umaszczenia kici. Została więc Elza. Elza w inowatym buszu.
Pierwsze kroki stawiała niepewnie. Dokładnie obserwowała mieszkanie. Nie uciekała i nie chowała się. Ale była zaciekawiona. 
Koleżanki przywitały ją bardzo szybko. I, jak się zresztą spodziewałam, nie były gościnne. Filipka obfukała gościa i uciekła do łazienki. Fiona nastroszyła się i nie przestawała prychać. Elza jednak wyglądała tak, jakby miała o wszystko w... głębokim poważaniu.
Jakoś się przyzwyczają - myślałam. "Będzie dobrze" - mówiła Monika, która dostarczyła mi Elzę - "Jakby miało się stać coś złego, to by od razu zaatakowały małą. A tego nie zrobiły. Muszą się tylko przyzwyczaić".

Czekałam więc, aż się przyzwyczają. Nie miałam jednak pojęcia, że to będzie wyglądało w specyficzny sposób.


Bo moja szara Filipka, jak czmychnęła do łazienki na widok gościa, tak potem za nic w świecie nie chciała stamtąd wyjść. Jak ją chciałam uspokoić, zapewnić, że wszystko jest w porządku, wziąć na ręce, pomiziać, to ostałam obfukana i prawie podrapana. "O ty taka? To sobie siedź!".
Więc siedziała. Dzień, drugi, trzeci... Nic nie chciała jeść. Nie pozwalała nikomu się do siebie zbliżyć. Nawet wody nie tknęła, a były akurat upały. Wychodziła tylko na chwilę. Zaczęłam kupować jej inną karmę,ale toteż nie pomogło. Filipka na każdym kroku udowadniała,że jest księżniczką.
Dopiero po kilku dniach przestała fukać na mnie. Ale ciągle się chowała, ciągle nie jadła. Mało tego, przestała się myć. Możecie więc sobie wyobrazić, jak wyglądała. Biednie. Bardzo. Prosiłam, groziłam... Nic nie pomagało. Mizerniała z dnia na dzień. Zastanawiała się nawet, czy przypadkiem i nie zachorowała.
W końcu ktoś mądry poradził mi najlepsze lekarstwo. A jakie?
Odrobina czułości.

Wyciągnęłam ją więc spod łóżka, zabrałam do łazienki. Zwilżyłam porządnie futro wodą. I przez dłuższy czas zajmowałam się najważniejszą czynnością na świecie - głaskaniem. Filipka zaczęła mruczeć. Było dobrze.
Dzień później zrobiłam to samo. Kicia zaczęła ruszać jedzenie i wreszcie sama się umyła. Jeszcze kilka dni - zaczęła wychodzić na prostą. Na małą - cóż, fukała dalej. Ale to już był pikuś.


Fiona, trikolorka, nie strzelała aż takich fochów. Potwierdziła jednak, że obłęd w jej oczach nie wziął się znikąd. Zaczęła od warczenia i ganiania Elzy po mieszkaniu. A mała? Cóż, nie pozostawała jej dłużna. To nic, że 3 razy mniejsza, ale też potrafiła się nastroszyć i warknąć. Ale nie było tak zbyt często. Zazwyczaj bowiem Fiona siedziała na szafkach. I małą ganiała tylko jak schodziła na dół. A schodziła na jedzenie, do kuwety, albo... do mnie. Obydwie bowiem z małą dopraszały się głaskania. Jedna bardziej od drugiej.


Takie były początki. Elza jest z nami od początku sierpnia. Trochę zdążyło się już poukładać. Starsze kotki już nie fuczą na siebie nawzajem i znowu razem śpią. O ile oczywiście Elza im na to pozwoli. Bo ta mała ma chyba ADHD. Nie dajcie się zwieść tym słodkim oczkom. Sypią się z nich iskry. 
Kicia... Wszędzie jej pełno. Nie usiedzi ani chwili. Dość szybko załatwiła mi słuchawki od telefonu (dzięki czemu teraz spaceruję w ciszy) i niejedną rolkę papieru toaletowego. Spać też nie bardzo mi daje. Ma głupi zwyczaj podchodzenia i lizania - po rękach, po czole... Zazwyczaj więc zasypiam dokładnie owinięta kołdrą. Ze starszymi... Cóż... Ich relacje są specyficzne. Bo to mała je gania po mieszkaniu. To ona na nie skacze, zaczepia, gryzie. Chce się bawić.A one nie, one chcą spokoju. Więc co raz słyszę tylko miauczenie i warczenie. 
Nieraz po powrocie z pracy w moim domu zastawałam pobojowisko. Nawet kaktusy są zdezelowane. Julo marudzi: Mamoooo, jak ta Elza mnie wkurzaa!
Ale jak wszystkie trzy kładą się ze mną spać to wiem, że jednak nie żałuję tej decyzji.



Ina

8 komentarzy:

  1. Dobrzy ludzie zawsze mają przy sobie zwierzęta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie by było, jakby było też odwrotnie ;)

      Usuń
  2. Śliczne kotki! Ale jak Ty w ogóle dasz radę spać z takim rozbrykanym towarzystwem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nawet mała z ADHD czasami się męczy i potrzebuje odpocząć ;)

      Usuń
  3. Koty są SUPER :)
    U mnie też był etap nowej kici... Miałam dwóch braci maine coon, gdy przywieźliśmy w tymczas małą kocicę. Myśleliśmy, że ją zjedzą, więc na noc zostawała zamykana w transporterze lub łazience. Tak ją biły, że naprawdę się baliśmy :) Koniec końców teraz ta mała kocica ustawia ich, bo ona ma pierwszeństwo do wszystkiego... np. bije starszych braci po głowie, gdy siedzą w kuwecie, hm ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maine coon! ;) Zawsze mnie zachwycały ;) Fajnie, że kicia ustawiła tych starszych ;) Prawdziwa dama ;)

      Usuń
  4. a to charakterna ta Filipka! czytalam i porownywalam jak to bylo z moimi psami, jak pojawił się Tosiek. Tez troche to trwalo zanim sie poukladalo! :) i tez najmlodzy mam ADHD. Nie dziwię się, że zakochałas się w tej kici. Jest cudna, taka tygrysic a, CUDO! nie dziwię się, że zdetronizowane księźzniczki zazdrosne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zazdrość u zwierząt jest normalna ;)

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo ;)

Copyright © 2016 Świat według Iny , Blogger