Kilka słów o Pani B, czyli skąd się biorą cudaki na świecie

Wszelakie podobieństwo do prawdziwych (a już tym bardziej fikcyjnych)  osób i wydarzeń jest jak najbardziej (nie)przypadkowe.

Pani B to istny czort w ludzkiej skórze. Choć nazywanie ją Panią jest nieco na wyrost. Ma bowiem raptem 20 lat. Ale nie skupiajmy się na wieku, wszak od tych 20 lat o wiele istotniejsze jest diabelsko ciemne spojrzenie i piękne, kruczoczarne włosy*.
Pani B pali papierosy i uwielbia jeździć na motorze. Oj! Ileż to ona nie zrobiła kilometrów w ten sposób! Co prawda, pochodzenie chłopsko-chłopskie, ale za to jaka ambicja! Nie będzie siedzieć w domu, na wsi, o, nie! Przecież ma czterech starszych braci od tego. Ona pójdzie na studia!

Nie pójdzie.

Niestety, nie udało się. Jej ukochana, wymarzona psychologia. Choć tak niewiele brakowało**...

Ale nie ma co płakać. W końcu Pani B jest zaradną i przebojową kobietą, prawda? Studia nie wypaliły, więc idzie do pracy. Kółko rolnicze? Sklep z częściami do ciągników, kombajnów i czego tylko się da? To może być coś w sam raz dla niej!

Pani B dobrze się czuła w swojej pracy. To był jej żywioł. Był tylko jeden kłopot. Jej przełożony. Podstarzały. Nie wylewał za kołnierz. Złośliwy. Niesympatyczny. Nie lubiła go, ale w końcu praca to praca.
Ale odbijała to sobie w inny sposób. Cóż, w końcu klienci takiego sklepu to głównie mężczyźni. W różnym wieku, ale czy to coś przeszkadza? Bo przecież może do tego puścić oczko, prawda? Do tamtego również. To żadne przestępstwo. Tu spojrzenie, tam uśmieszek. A może kawy? Zamruga. I ogólnie, szczebiocze. A jak klient jest sporo od niej starszy, to przecież może go nazwać "teściem". W końcu nie ma w tym nic złego. A z cała pewnością chciałby mieć taką synową jak ona.
Tak, Pani B czuła się jak ryba w wodzie (całkowicie abstrahując od jej znaku zodiaku). Lubiła flirtować, ale heloł! Miała w końcu 20 lat! Jak nie teraz, to kiedy?

Jednak pewnego dnia...

W drzwiach sklepu stanął przystojny (i to jak!), wysoki blondyn o niebieskich oczach. Tak z 10 lat od niej starszy, ale przecież to żaden problem. Musiała jednak przyznać, iż ten fakt nadawał nieco powagi blond-klientowi.
I w tym momencie, właśnie w tej chwili, gdy ów blondy się pojawił, czort w ludzkiej skórze skulił się w sobie.
Może to właśnie przez tę powagę? A może to ta, anielska wręcz, bujna, jasna i nieco podkręcona czupryna tak zadziałała? A może wszystko na raz? Ech, chyba to nie tak ważne. Najważniejsze, że Panią B zamurowało i zapomniała, jak to się mówi, języka w gębie.
Dopiero po chwili udało jej się wydusić z siebie jakieś "dzień dobry" i "może pomóc?". I nie, nie uśmiecha się. I nie, nie strzela oczkami. Za to rączki się trzęsą i coś jest nie tak.
Pan przełożony patrzy na to wszystko z boku, po cichu, z ledwością powstrzymując śmiech.
Blond-klient załatwia swoje sprawy, zamawia potrzebne części i wychodzi.
Pani B oddycha z ulgą.

- Oj, B, B... Co z tobą? - śmieje się już a głos przełożony - zawsze zagadasz, zawsze się uśmiechniesz, a teraz nic? Tak poważnie i oficjalnie? Nie poznaję cię normalnie...
Na to Pani B spuszcza głowę i mówi cicho:
- Bo akurat ten facet mi się spodobał.
Salwa śmiechu.
- Ot, trafiła kosa... B, nic z tego nie będzie.
Podnosi zdziwione oczka czekając, aż ten dokończy myśl.
- Znam go. Dość dobrze. To poważny facet. Nie dla ciebie.
B mruga. Szatański błysk wraca, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
- Że co? Że jak? Że niby ja nie dam rady?
Podirytowana, a jakże!
- B, jestem pewien! Ba! Nawet jestem w stanie założyć się z tobą o flaszkę wódki, że nie dasz rady umówić się z tym facetem na randkę!
- Serio? W takim razie umowa stoi. Zakład!
- No to zakład!

...

Zdradzę Wam mały sekret. Nigdy, przenigdy jeszcze nie przegrałam zakładu o alkohol. Chyba mam to po swojej mamie :)


Ina

* - W zasadzie nigdy nie rozumiałam dlaczego, ale odkąd tylko skończyła podstawówkę, zawsze ścinała je na krótko. Nigdy nie rozumiałam także, dlaczego nie udało mi się odziedziczyć tego koloru. Piękna czerń! Nie jakieś - ni to brąz, ni to rudy, ni wiadomo co.

** - Wiecie, to dość ciekawe. Nieraz drapię się po głowie i zastanawiam, jak by wówczas zareagowała, gdyby wiedziała, gdyby tylko miała świadomość, że za te X lat inna dziewucha o ciemnym spojrzeniu też będzie próbowała się dostać na psychologię. Ba! Dostanie się! Lecz kiedy tylko otrzyma wyniki rekrutacji, stwierdzi: Aaa! Chrzanić to! Idę na polonistykę! :)

9 komentarzy:

  1. Fajna opowieść :)
    A już myslałam że o Tobie :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tym razem. Ta bohaterka jest wyjątkowa :)

      Usuń
  2. W pierwszej chwili także (jak Julia) pomyślałam, że o sobie piszesz... tylko, że... no właśnie.. kilka szczegółów mi się nie zgadzało.. i wszystko wyjaśniło się pod koniec.... Fajna, rodzinna opowieść... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam się domyśliłam po tytule:P :P
    Cudny prezent na Dzień Matki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko cieszę się, że moja Mama nie jest na tyle "internetowa", żeby czytać mojego bloga :P

      Usuń
  4. bardzo fajna opowieść i świetnie napisana :))

    OdpowiedzUsuń
  5. zachwyciłas mnie tym opowiadankiem, jego konstrukcja i brawurą! Jesteś świetna! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo ;)

Copyright © 2016 Świat według Iny , Blogger