Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moda. Pokaż wszystkie posty
Black and... black
Może i rzeczywiście czarny mi nie pasuje. Może i nie jest mi w nim do twarzy. A twarz mam naturalnie bladą. Czasem nawet półprzezroczystą. Co w połączeniu z czernią wygląda czasem specyficznie...
Ale lubię. Naprawdę lubię. Może nie tak, jak kiedyś, że tylko czarny i nic więcej, ale lubię.
W czarnym czuję się tak... bezpiecznie. Niewidocznie? Też.
O pasowaniu i romansie czekolady z oliwką
Dzień pełen wrażeń. I to jak najpozytywniejszych! Do tego piękne słońce, ciepło... Więcej, wiecej takich dni!
Ale do rzeczy.
Pierwsze i najważniejsze - pasowanie! Jakie? Na przedszkolaka. To nic, że przedszkolakiem Julo już jest od ponad roku. Zawsze może powtórzyć imprezę, prawda? A takie pasowanie to wielka rzecz. Koszula wyprasowana, maluch wystrojny i lecimy!
Machamy do mamy-fotograf ;)
Mówimy wierszyki...
I śpiewamy!
I na koniec - do mamy z dyplomem przedszkolakowym ;)
Widzicie tę piękną grzywkę? Zgadnicie kto Julkowi ją tak obciął ;)
I oczywiście "Mamo, nalej mi picia" ;)
Julo zadowolony, uśmiechnięty, a to chyba najważniejsze. A rodzice jacy dumni!
Ale skąd ta druga dziwna część tytuły posta? Oliwka z czekoladą. Lubię różne dziwne połączenia smakowe, jednak takiego bałabym się spróbować. Toteż nie o kuchnię tu chodzi lecz o ciuchy poprostu ;)
Dobre krasnoludki podrzuciły mi ostatnio tuniko-sukienkę w kolorze czekoladowego brązu. A ja dziś dorwałam na miejskim targowisku sweterek za... uwaga uwaga, 15 zeta! (a sweter przyda, oj przyda mi się wkrótce) ;) W kolorze oliwki. Albowiem krasnoludki kiedyś wygłosiły pewną tezę, że podobno ów kolor mi pasuje (Ina, tobie dobrze jest w kolorach, w których mało komu jest dobrze). Prawda li to?
Na zdjęciach nieco kolory się zlewają, ale widać między nimi różnicę.
Miłego wieczoru!
Ale do rzeczy.
Pierwsze i najważniejsze - pasowanie! Jakie? Na przedszkolaka. To nic, że przedszkolakiem Julo już jest od ponad roku. Zawsze może powtórzyć imprezę, prawda? A takie pasowanie to wielka rzecz. Koszula wyprasowana, maluch wystrojny i lecimy!
Machamy do mamy-fotograf ;)
Mówimy wierszyki...
I śpiewamy!
I na koniec - do mamy z dyplomem przedszkolakowym ;)
Widzicie tę piękną grzywkę? Zgadnicie kto Julkowi ją tak obciął ;)
I oczywiście "Mamo, nalej mi picia" ;)
Julo zadowolony, uśmiechnięty, a to chyba najważniejsze. A rodzice jacy dumni!
Ale skąd ta druga dziwna część tytuły posta? Oliwka z czekoladą. Lubię różne dziwne połączenia smakowe, jednak takiego bałabym się spróbować. Toteż nie o kuchnię tu chodzi lecz o ciuchy poprostu ;)
Dobre krasnoludki podrzuciły mi ostatnio tuniko-sukienkę w kolorze czekoladowego brązu. A ja dziś dorwałam na miejskim targowisku sweterek za... uwaga uwaga, 15 zeta! (a sweter przyda, oj przyda mi się wkrótce) ;) W kolorze oliwki. Albowiem krasnoludki kiedyś wygłosiły pewną tezę, że podobno ów kolor mi pasuje (Ina, tobie dobrze jest w kolorach, w których mało komu jest dobrze). Prawda li to?
Miłego wieczoru!
Mała czarna
Pozazdrościłam...
Koleżankom blogowym piszącym o ciuchach (tak, uśmiecham się). Bo ja też, jak każda baba, ciuchy uwielbiam. I to nic, że często uchodzę za takie inowate bzguście i do wymiarów modelki dalej mi jak bliżej(Czarny płaszcz, chmurna twarz chłopięca, złośliwi mówili na nią piękna - no wiecie...). Tym bardziej, że ciągle trwa akcja przeciwdziałania jesiennym nastrojom.
Ale o konkretnym jednym ciuchu dziś chciałam.
Mała czarna. Nie, nie sukienka. Kiecucha. Taka mała, taka czarna. Lubię spódnice, ale... krótkie. O ile sukienki mogę nosić różnej długości, o tyle w dłuższej spódnicy czuję się beznadziejnie. I najlepiej proste. Bombka średnio pasuje. Ołówek całkiem odpada. No ewentualnie klosz. Ale proste są najlepsze.
A taka mała czarna kiecucha zawitała do mnie w paczce w poniedziałek. Oto więc i ona:
Koleżankom blogowym piszącym o ciuchach (tak, uśmiecham się). Bo ja też, jak każda baba, ciuchy uwielbiam. I to nic, że często uchodzę za takie inowate bzguście i do wymiarów modelki dalej mi jak bliżej(Czarny płaszcz, chmurna twarz chłopięca, złośliwi mówili na nią piękna - no wiecie...). Tym bardziej, że ciągle trwa akcja przeciwdziałania jesiennym nastrojom.
Ale o konkretnym jednym ciuchu dziś chciałam.
Mała czarna. Nie, nie sukienka. Kiecucha. Taka mała, taka czarna. Lubię spódnice, ale... krótkie. O ile sukienki mogę nosić różnej długości, o tyle w dłuższej spódnicy czuję się beznadziejnie. I najlepiej proste. Bombka średnio pasuje. Ołówek całkiem odpada. No ewentualnie klosz. Ale proste są najlepsze.
A taka mała czarna kiecucha zawitała do mnie w paczce w poniedziałek. Oto więc i ona:
Pozytywnie: Trochę z długości doda świeżości
Trochę z inowatej rzeczywistości...
To miało być zwykłe podcięcie końcówek. Ale, że końcówki zniszczone były dosyć mocno, to tak ciachnąć trzeba było ze 6 cm. Zatem ciachnięto. Wczoraj. Wieczorkiem odwiedziła mnie Ciocia I i dokonała dzieła.
Jeszcze nie bardzo się przyzwyczaiłam. Niby niewiele, a jednak.




